W ramach majówki zrobiłam, na podpórce do pnączy w Konstancinie, instalację. Przedstawia Wszystkie Moje Związki. Taki ma też tytuł.
Związki jak to związki. Są dość kruche. W tym przypadku nawet szklane. Mają większy lub mniejszy wymiar. Mogą popękać w każdej chwili, trącone wiatrem, albo skrzydłem ptaka.
Niektóre są zbyt bliskie, niektóre całkiem luźne, a inne jakkieśtakkkie.., jak to przypadkowe odcinki sznurka.
Chwilowo jest ich sporo, ale z czasem i postępującym zmęczeniem materiału, jeśli nie dodawać nowych, przypuszczam, że może ich być znacznie mniej.
Teraz pobłyskują w majowym słoneczku na tle dopiero przebudzonego krategusa (czyli głogu, czyli Crataegus monogyna), który niedługo zakwitnie na różowo, żeby Wszystkie Moje Związki miały rajskie tło.
... i niech tak się stanie i trwa!...
P. S. Dudi zobaczywszy tę instalację zapytała: " co to za konstelacja?"...ufff, nie ma dla niej tajemnic. sic!
środa, 8 maja 2013
czwartek, 4 kwietnia 2013
Dalej o Drzewach.
Czasami jednak nie jestem pewna, czy Drzewo to dłoń.
Może, zwyczajnie, nie zawsze tak jest.
Jeśli nie dłonią to:
1. Drzewo jest Potrzebą Bycia Drzewem / Tree is a Need to be a Tree.
2. Drzewo jest Mężczyzną, który chwilowo nie musi nigdzie iść / Tree is a Man who does'nt have to go anywhere (at the moment).
3. Drzewo to Kobieta w strzępiastej spódnicy / Tree is a Woman in frayed skirt.
Wreszcie:
4. Drzewo to Wiązka Niedocenionych Myśli / Tree is a Bundle of Underestimated Thoughts.
Wszystkie Drzewa namalowałam na jedwabiu i oprawiłam w żakardową tkaninę (i ramkę na się rozumieć, ale tutaj nie widać).
Może, zwyczajnie, nie zawsze tak jest.
Jeśli nie dłonią to:
1. Drzewo jest Potrzebą Bycia Drzewem / Tree is a Need to be a Tree.
2. Drzewo jest Mężczyzną, który chwilowo nie musi nigdzie iść / Tree is a Man who does'nt have to go anywhere (at the moment).
3. Drzewo to Kobieta w strzępiastej spódnicy / Tree is a Woman in frayed skirt.
4. Drzewo to Wiązka Niedocenionych Myśli / Tree is a Bundle of Underestimated Thoughts.
Wszystkie Drzewa namalowałam na jedwabiu i oprawiłam w żakardową tkaninę (i ramkę na się rozumieć, ale tutaj nie widać).
Moja teoria Drzewa
To, że Drzewo jest dłonią, wie każde Dziecko, które było w Łazienkach Królewskich.
Wiedziałam też i ja, ale kiedyś zapomniałam. Całkiem. Zastanawiałam się jaką rolę pełnią gałęzie Drzewa. Tzn. jako architektka krajobrazowa skończona, wiem dobrze, jaką rolę pełnią, a nawet kiedy i jak je uciąć. Każdego. Ale tak antropomorficznie patrząc, nie byłam pewna, czy gałęzie to włosy, żyły, macki....?
Aż do pewnego dnia w 2010 roku, kiedy bezmyślnie namalowałam na jedwabiu takie Drzewo:
Ten obrazek jest zdecydowanie marny, ale jak się chwilę przyjrzeć to wyraźnie widać dłoniopodobny chwytak! Olśniło mnie. Oczywiście Drzewa to energetyczno-kosmiczne dłonie, które pośredniczą w wymianie sofistyczno-genetycznej pomiędzy Ziemią, a pozostałosciami.
Kiedy się analizuje poszczególne gatunki można podporządkować ich charaktery dłoniaste.
1. dąb
2. jarząb
3. wierzba biała, może być nawet ogłowiona
5. grusza
6. kosodrzewina
7. choinka (hihihi)
8. drzewo, na które patrzył p. Szymanowski, kiedy mozolił się nad pomnikiem p. Chopina.
.......
itd.
każdy to widzi.
Ergo: Drzewa to dłonie - radary. Nie ma wątpliwości.
Wiedziałam też i ja, ale kiedyś zapomniałam. Całkiem. Zastanawiałam się jaką rolę pełnią gałęzie Drzewa. Tzn. jako architektka krajobrazowa skończona, wiem dobrze, jaką rolę pełnią, a nawet kiedy i jak je uciąć. Każdego. Ale tak antropomorficznie patrząc, nie byłam pewna, czy gałęzie to włosy, żyły, macki....?
Aż do pewnego dnia w 2010 roku, kiedy bezmyślnie namalowałam na jedwabiu takie Drzewo:
Ten obrazek jest zdecydowanie marny, ale jak się chwilę przyjrzeć to wyraźnie widać dłoniopodobny chwytak! Olśniło mnie. Oczywiście Drzewa to energetyczno-kosmiczne dłonie, które pośredniczą w wymianie sofistyczno-genetycznej pomiędzy Ziemią, a pozostałosciami.
Kiedy się analizuje poszczególne gatunki można podporządkować ich charaktery dłoniaste.
1. dąb
2. jarząb
3. wierzba biała, może być nawet ogłowiona
5. grusza
6. kosodrzewina
7. choinka (hihihi)
8. drzewo, na które patrzył p. Szymanowski, kiedy mozolił się nad pomnikiem p. Chopina.
.......
itd.
każdy to widzi.
Ergo: Drzewa to dłonie - radary. Nie ma wątpliwości.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
znów Wielkanoc!
Nie będę się rozwodzić na temat pogody. Dla mnie najgorzej, że olej opałowy się kończy, a kasy na dolewkę, jak to na przednówku, nie widać. Ale nie ma co marudzić. Czas prezentować tegoroczne pisanki-kraszanki.
pastelowa, łuskowa
pastelowa, oczkowa.
W Wielką Sobotę rano za pisanki wzięła się Kama. Miały być minimalistyczne. W czerni i bieli. Cudny pomysł. Wspaniały!
Pisanki (dosłownie) Kamy:
"(...) mój smak, jestem swoim własnym smakiem, istnieję. Istnieć, otóż to: pić samego siebie nie mając pragnienia. (...)" J. P. Sartre; egzystencjalne jajo znaczy; dzięki, że nie napisała po francusku, bo bym nic, z tego jaja, nie zrozumiała...
hinduska,
konstelacje.
Moje na końcu. Z rozpaczy zrobiłam jajo biało-czerwone z napisem POLSKA na czerwonym tle, ale wyszło tak marne, że nawet go nie sfociłam.
Pięknie, jak starosłowiańskie wyszło za to jajo gotowane w zupce z cebulowych łusek, ze śladami po obwiązaniu sznurkiem.
I dwa jajki flamastrowo-pędzelkowe. Bambusowe, bo jakże by inaczej. I drzewiaste, bo jakże by inaczej :-)).
Najpierw Agatki.
Zabrałyśmy się za pisanki i mazurki dość późno. W Wielki Piątek wieczorem. Mazurki wyszły tak twarde, że nie można wbić w nie zębów, a pisanki pękały przy próbach usuwania wosku, ale najpierw barwniki nie zamierzały pokrywać skorupek. Nauczka, żeby farbki kupować na targu, a nie w hipku. Śmiałyśmy się, bo co było robić...
pastelowa, łuskowa
pastelowa, oczkowa.
W Wielką Sobotę rano za pisanki wzięła się Kama. Miały być minimalistyczne. W czerni i bieli. Cudny pomysł. Wspaniały!
Pisanki (dosłownie) Kamy:
"(...) mój smak, jestem swoim własnym smakiem, istnieję. Istnieć, otóż to: pić samego siebie nie mając pragnienia. (...)" J. P. Sartre; egzystencjalne jajo znaczy; dzięki, że nie napisała po francusku, bo bym nic, z tego jaja, nie zrozumiała...
hinduska,
konstelacje.
Moje na końcu. Z rozpaczy zrobiłam jajo biało-czerwone z napisem POLSKA na czerwonym tle, ale wyszło tak marne, że nawet go nie sfociłam.
Pięknie, jak starosłowiańskie wyszło za to jajo gotowane w zupce z cebulowych łusek, ze śladami po obwiązaniu sznurkiem.
I dwa jajki flamastrowo-pędzelkowe. Bambusowe, bo jakże by inaczej. I drzewiaste, bo jakże by inaczej :-)).
czwartek, 24 stycznia 2013
kryptonim: POKROWIEC
Uszyłam pokrowiec na fotel Agatki.
przedtem wygladał tak:
Prosiła mnie. To pierwsza sensowna rzecz, jaką zrobiłam od września 2012 r. Co robią z depresją ludzie, którzy nie mają dzieci? Jak udaje im się rano wstać? Co robia z dniem? Jak zmuszają się do mówienia?
Niech będą błogosławione dzieci od początku do końca świata!
Dziękuję, Agatko!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















