To grafika Gustawa Klimta. Pierwszy raz widziałam ją jakieś 35 lat temu w książce z obrazkami. Potem wracała do mnie co jakiś czas w postaci dość niespodziewanych skojarzeń sytuacyjnych. Np. na Mazurach kupiłam dla psa małe rybki, które patroszyłam płynąc łodzią. Wrzucane do wody, rozpływające się, rybie wnętrzności przywołały pod powieki ten rysunek. itd.
Tego lata byliśmy na spływie kajakowym Czarną Hańczą. Cudownie jaskrawozielone, nitkowate wodorosty falowane nurtem, kwitły maleńkimi, białymi kwiatami. Nie było trudno wyobrazić sobie Rzeczne Boginki zdobne takimi włosami. Po porwocie zrobiłam batik. Może nie jest bardzo wybitny, ale oddaje moje myśli.
Za jakiś czas temat powrócił i namalowałam na jedwabiu fuzję Klimta i Czarnej Hańczy:
Nie widać na tej focie za bardzo, bo musiałam szybko ją cyknąć w nocy przed oddaniem pracy na wystawę w Blue City. Proszę mi na słowo wierzyć, że wygląda o wiele lepiej. Po wystawie zdejmę w lepszym świetle i pokażę.
Podpis na dolnym polu: "Płyniemy rzekami Chmur, Nieba, Drzew, Powietrza, Wiatrów, Oddechów, Wody, Ziemi żeby zakwitnąć zgodnie Żółtymi Gladiolami".
I cała historia!





zaczęłam nowy batik. po dwóch miesiącach zawieszenia i czekania niewiadomonaco. bolało. nic się nie wydażyło na usprawiedliwienie. zwykły uwiąd. tym milej było poczuć zapach gorącego wosku i rozpalić znów płonyczek pod kociałkiem. szkoda tylko, że nie w ogrodzie już.














































