poniedziałek, 22 października 2012

Na Grochowie mordują!


-"Na Grochowie mordują" - słyszę często, kiedy odpowiadam na pytanie gdzie mieszkam. Zwłaszcza warszawiacy od niedawna zwykli tak mówić z tym większym zapałem im bardziej tu nie byli. Moja rodzina mieszka na Grochowie od 1937 roku (migracja z Nowego Światu 13). Nawet Niemcy w czasie okupacji nikogo w okolicy nie zamordowali. Owszem, jest biednie i niezbyt elegancko, ale atmosfera małego miasteczka, w którym wszyscy się pozdrawiają i nierzadko, jak my, mieszkają od czasów kamienia łupanego ma swoje przemijające zalety.


Niespodziewanie w czwartek 18 października roku pańskiego 2012 ulica Osiecka stała się miejscem straceń. Początkowo wszyscy myśleli, że jak co roku gminka czy przeprowadza higieniczne cięcia klonów. Szybko okazało się, że higiena sięga korzeni, których nawet karpy zostają wyrwane. "Będzie inwestycja drogowa" - odpowiedzieli jedzący śniadanie panowie.

Jaka inwestycja drogowa?! Po co? Przy Osieckiej nie każdy nawet ma samochód. Najwyższy dom ma dwa piętra. Domy, jak się należy, od jezdni są oddzielone pasem trawniczka, o który lokatorzy lubią dbać. Przejeżdża tędy jeden samochód na pół godziny. Wysokie klony srebrzyste swoja strzelistością i delikatnym zarysem gałęzi tworzących ostrołukowe sklepienie, sprawiały, że szło się tędy jak główną nawą gotyckiej katedry. Ale inwestycja będzie. Padły klony srebrzyste. Wszystkie. Moja Mama mówi, że miały przynajmniej 60 lat, bo posadzono je, kiedy była mała. Inwestycja....


Na miejscach po drzewach postawił ktoś znicze. Każdemu zamordowanemu, staremu, zdrowemu drzewu jeden....
 

Serce mi pęka....
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz