wtorek, 9 października 2012

Czwartkowe wagary w Konstancinie

Niestety, muszę jeździć do Konstancina. Jest moim azylem. Tylko przekraczam bramę - jestem szczęśliwa, choćby nie wiem co. Robię mnóstwo zbędnych kroków, bezsensownych przejść miedzy domem a garażem, domem a altaną, altaną a furtką, tylko po to, żeby jeszcze więcej energii tego miejsca we mnie wsiąkło. Ja wsiąkłam całkowicie.


Wjechałam. Był czwartek.


W słońcu wygrzewał się Chimerka.


Ławeczka była już zajęta przez liście.


Batikowa roleta, którą męczyłam w wakacje znakomicie zaciemnia kuchnię, ale jaki efekt!



Altana zaprasza, zaprasza, zaprasza...



Wszędzie inspiracje dla chińskich tuszy.



W pewnym momencie buty same schodzą ze stóp stęsknionych wilgotnego mchu.


Na końcu tej alei jest Dom...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz