Niestety, muszę jeździć do Konstancina. Jest moim azylem. Tylko przekraczam bramę - jestem szczęśliwa, choćby nie wiem co. Robię mnóstwo zbędnych kroków, bezsensownych przejść miedzy domem a garażem, domem a altaną, altaną a furtką, tylko po to, żeby jeszcze więcej energii tego miejsca we mnie wsiąkło. Ja wsiąkłam całkowicie.
Wjechałam. Był czwartek.
W słońcu wygrzewał się Chimerka.
Ławeczka była już zajęta przez liście.
Batikowa roleta, którą męczyłam w wakacje znakomicie zaciemnia kuchnię, ale jaki efekt!
Altana zaprasza, zaprasza, zaprasza...
Wszędzie inspiracje dla chińskich tuszy.
W pewnym momencie buty same schodzą ze stóp stęsknionych wilgotnego mchu.
Na końcu tej alei jest Dom...











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz