niedziela, 29 lipca 2012
cud kieszonkowy
niestety, ta fota nieostra straszliwie. Ale o co chodzi. Monika palowała na jedwabiu, a potem poszłyśmy jeszcze na spacer. Kiedy wsiadała do samichodu, zauważyłąm na fotelu pasażera całkowicie ugotowany słonecznik. Monika się stropiła i powiedziała, że miał być dla mnie. Pierwszy, który zakwitł w jej ogrodzie. Poprosiłam, żeby mi go jednak dała, po co wieźć z powrotem. Już szłam ku kompostowi, ale pomyślałam: nie! Wstawiłam roślinkę do wody, a ona ożyła i rozkwitła! Tak to szczery podarunek i serce miłe ożywiły istotę, która cieszy mnie secesyjnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz