Przebrałam się za smutnego wojaka, ale nie Szwejka i wchodzę w nieunikniona zimę. W weekend czeka mnie akcja "liść". Mam nadzieję, że śnieg jeszcze zaczeka....
Do południa nie mogę się pozbierać. Usiłuję malować w szlafroku wczoraj zaczętą pracę. Bardzo jest dziwnie, kiedy ktoś umiera. Jakby ustał nagle dźwięk, do którego byliśmy tak przyzwyczajeni, że trwał niezauważony. Nagle cisza niesamowita i potrzeba bezruchu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz